Witam jak widać nasz blog jeszcze nie umarł po prostu nikomu z nas nie chce się pisać co jest spowodowane chronicznym przemęczeniem i brakiem nowych bodźców – przynajmniej tak mi się wydaje. Ale skoro już piszę to znaczy, że coś się wydarzyło, a mianowicie wyspałem się i mam wolne – to po pierwsze, po drugie spędziłem wczoraj wyjebany wieczór ze wspaniałymi ludźmi – co na prawdę motywuje. Najpierw byliśmy na przedstawianiu “Bóg” której autorem jest Woody Allen, a potem czytaliśmy zwoje u kumpeli na stancji, w moim przypadku skończyło to jawnym zgonem, ale to chyba przez gripex, bo zjadłem go przed wyjściem, cokolwiek, nie to jest tematem wpisu już do niego przechodzę. W owej sztuce padło pytanie “czy wolność jest chaosem”, dlaczego to pytanie zrodziło w mojej bani pomysł na napisanie tekstu? Ponieważ, sam się kiedyś grubo zastanawiałem nad tym czym jest wolność. Właśnie czym jest wolność, na pewno dla każdego znaczy coś innego, swoją drogą ciekawe czy skorupiak i jezus się nad tym kiedyś zastanawiali, ale jako że nie miałem jeszcze okazji ich o to zapytać to przeanalizujmy czym dla mnie jest wolność.
Dosyć trudno jest to jednoznacznie określić, bo wolność ma wiele aspektów i wątpię żeby dało się wszystkie pogodzić, ale jeżeli miałbym zamknąć moją definicję wolności w jednym zdaniu to brzmiało by jakoś tak „ Jeśli zechce to mogę wypierdolić z plecakiem w drogę dokądkolwiek, gdzie mi się tylko zamarzy”, przykładowo leżąc na łóżku zechce mi się pochodzić po górach to się pakuję i idę/jadę/bądź płynę (nie znoszę samolotów samoloty psują całą idee podróży), chcę popływać łodzią po Amazonce tak samo pakuję plecak, wsiadam na statek i płynę do Brazylii. Jednocześnie powinienem dodać że muszę mieć zawsze do kogo i dokąd wracać. W jednym mi się poszczęściło, mam przyjaciół i wiem że mogę na nich liczyć , myślę że zawsze znajdzie się dla mnie miejsce przy ich ognisku. Nie mam jeszcze tylko swojego zacisza, swojej chatki w lesie do której mógłbym wrócić gdy najdzie mnie taka ochota. Właśnie czy to ogranicza w jakiś sposób moją wolność, skoro jestem przywiązany do tych ludzi i chce stworzyć sobie swoje własne miejsce które będę nazywać domem? Osobiście nie czuję żeby to było przeszkodą dla mojej wolności, ale powinienem liczyć się z tym, że chcąc stworzyć swoje zacisze muszę płacić za nie podatki, a to już jest ograniczenie w pewnym sensie, bo im większe podatki tym więcej czasu zajmie mi praca na nie, w ogóle większość podatków jest bez sensu i są one jawnym atakiem na wolność, owszem niektóre są niezbędne, ale tak naprawdę te konieczne można policzyć na palcach jednej ręki . Do samej pracy nic nie mam zarabiasz kasę na żarcie , opłacenie stancji czy czegokolwiek- to coś jak zdobywanie pożywienia przez pierwotnego człowieka, a i on miał gorzej, bo musiał więcej czasu na to poświęcić. Coś za coś w tym wypadku dostajesz pieniądze za swój czas i pracę i możesz je zamienić na co chcesz, całkiem dobry układ, ale co z wolnością? Również ten aspekt można przekminić, ja to widzę tak, że dopóki nie muszę pracować non stop i dopóki nie mieszam pracy do życia prywatnego jestem nadal wolny. Praca nie może stać się moim życiem, dlatego uważam że trzeba dążyć do coraz większej kasy z coraz mniejszych godzin pracy. Nie myślę też że stabilna praca powinna być szczytem moich marzeń nie musi być stabilna ma mi pozwolić zarobić tyle żebym miał czas na swobodne ogarnięcie następnej, a wcale nie czuję potrzeby posiadania jakiegoś wielkiego bogactwa więc nie powinno być trudno. Niektórzy mogą powiedzieć, że dzięki ciężkiej pracy wielu ludzi sięga wolności na przykład emeryci oni są przecież wolni mogą wyjechać kiedy chcą, nie pracują, a dostają hajsy, większość ma własne domy -tylko kurwa za jaką cenę? Pierdole taką wolność za którą muszę zapłacić całym życiem.
A co z wolnością moralną czy brak zasad jest wolnością? Chyba nie o to chodzi, przynajmniej mi się zdaję że trzeba przekminić własne zasady, bo człowiek nieposiadający żadnych zasad jest gównem. Ale czy na prawdę jesteśmy wolni w tworzeniu własnych zasad? Przecież wpływają na nas różne czynniki kulturalne i społeczne. Większość ludzi zgadza się z zasadami gloryfikowanymi przez kulturę w której się wychowali, jednocześnie nie wszyscy je przestrzegają, kiedy nikt nie patrzy mają wyjebane, a jeszcze inni trzymają się tych kanonów nawet nie zastanawiając się co się za nimi kryje. Sam nie wiem którzy są gorsi. A właśnie chyba na tym polu człowiek ma największe pole do popisu, bo nikt nie może zabrać ci z głowy tego co sam sobie tam nakładłeś i do tego tworzenie własnych wartości nie jest takie trudne trzeba tylko czytać, obserwować i umieć wyciągać wnioski. Ciekawe dlaczego z aspektu o największym potencjale swobody korzysta tak niewielu ludzi. Ignorancja to grzech, a głupota często idzie w parze z ignorancją i jedno drugie napędza. Wolność myślenia niektórych boli.
Mamy jeszcze prawo które nas ogranicza, co jest dosyć zabawne, bo prawo ma gwarantować nam wolność ,a jednocześnie zabiera nam ją, więc jak to jest wolność to chaos i anarchia czy mamy po prostu głupie prawo? Nie wiem jak inni, ale ja jednak uważam, że prawo jest tworzone przez idiotów, nie było by problemu gdyby stosowali podstawową zasadę którą sam wyznaję “nie czyń drugiemu co tobie nie miłe, bo możesz dostać plombę” jak robisz przypał to licz się z konsekwencjami, w myśl tej zasady nie powinni mnie ścigać za palenie, bo nikomu tym krzywdy nie robię powinni tez przywrócić prawo do oficjalnych pojedynków dzięki temu jak ktoś cię wkurwia to można to bez problemu załatwić. Ale wracając do tematu myślę że anarchia i chaos nie są esencją wolności. W puste miejsca po prawie i zasadach powstaną nowe, bo natura nie lubi pustki, a my podlegamy jej prawom w ten czy inny sposób. Anarchia mogła by być drogą do powstania nowego prawa nie regulującego wolność na tak ogromnym polu jak dzisiaj, myślę że nie potrzebowalibyśmy jakiegoś długiego okresu chaosu żeby od nowa budować prawo. Ludzkość wypróbowała już dość wiele kodeksów i z ich błędów i sukcesów można wyciągnąć wnioski, potrzeba tylko jakiś ogarniętych ludzi którzy to złożą w całość. Problem jest tylko tego rodzaju, że zawsze jakiemuś nieogarowi będzie czegoś za mało albo oburzy się, że zmuszają go do ogarnięcia czegoś we własnym zakresie, ale aspekt tworzenia prawa jest ściśle związany z ustrojem, a to już temat na inny wpis.
Chyba tyle chciałem napisać jak coś to komentujcie liczę na uwagi i chętnie poznam spojrzenie innych na” WOLNOŚĆ” i jej miejsce w sferach życia nieopisanych przeze mnie. Można jeszcze na koniec powiedzieć, że każdy z nas dzików stara się w jakiś sposób dojść do tej wymarzonej wolności. Bo jeśli nawet rodzimy się wolni to nie do końca i z biegiem czasu coraz więcej ludzi chce nas zamknąć w klatce.

