Wolność?

Witam jak widać nasz blog jeszcze nie umarł po prostu nikomu z nas nie chce się pisać co jest spowodowane chronicznym przemęczeniem i brakiem nowych bodźców – przynajmniej tak mi się  wydaje. Ale skoro już piszę to znaczy,  że coś się wydarzyło,  a mianowicie wyspałem się i mam wolne – to po pierwsze, po drugie spędziłem wczoraj wyjebany wieczór  ze wspaniałymi ludźmi – co na prawdę motywuje. Najpierw byliśmy na przedstawianiu “Bóg” której autorem jest  Woody Allen,  a potem czytaliśmy zwoje u kumpeli na stancji, w moim przypadku skończyło to jawnym zgonem, ale to chyba przez gripex, bo zjadłem go przed wyjściem, cokolwiek, nie to jest tematem wpisu już do niego przechodzę. W owej sztuce padło pytanie “czy wolność jest chaosem”, dlaczego to pytanie zrodziło w mojej bani pomysł na napisanie tekstu? Ponieważ, sam się kiedyś grubo zastanawiałem nad tym czym jest wolność. Właśnie czym jest wolność, na pewno dla każdego znaczy coś innego, swoją drogą ciekawe czy skorupiak i jezus się nad tym kiedyś zastanawiali, ale jako że nie miałem jeszcze okazji ich o to zapytać to przeanalizujmy czym dla mnie jest wolność.

Dosyć trudno jest to jednoznacznie określić, bo wolność ma wiele aspektów i wątpię żeby dało się wszystkie pogodzić, ale jeżeli miałbym zamknąć moją definicję wolności w jednym zdaniu to brzmiało by jakoś tak „ Jeśli zechce to mogę wypierdolić z plecakiem w drogę dokądkolwiek, gdzie mi się tylko zamarzy”, przykładowo  leżąc na łóżku zechce mi się pochodzić po górach to się pakuję i idę/jadę/bądź płynę (nie znoszę samolotów samoloty psują całą idee podróży), chcę popływać łodzią po Amazonce tak samo pakuję plecak, wsiadam na statek i płynę do Brazylii. Jednocześnie powinienem dodać że muszę mieć zawsze do kogo i dokąd wracać. W jednym mi się poszczęściło, mam przyjaciół i wiem że mogę na nich liczyć , myślę że zawsze znajdzie się dla mnie miejsce  przy ich ognisku. Nie mam jeszcze tylko swojego zacisza, swojej chatki w lesie do której mógłbym wrócić gdy najdzie mnie taka ochota. Właśnie czy to ogranicza w jakiś  sposób moją wolność, skoro jestem przywiązany do tych ludzi i chce stworzyć sobie swoje własne miejsce które będę nazywać domem? Osobiście nie czuję żeby to było przeszkodą dla mojej wolności, ale powinienem liczyć się z tym, że chcąc stworzyć swoje zacisze muszę płacić za nie podatki, a to już jest ograniczenie w pewnym sensie, bo im większe podatki tym więcej czasu zajmie mi praca na nie, w ogóle większość podatków jest bez sensu i  są one jawnym atakiem na wolność, owszem niektóre są niezbędne, ale tak naprawdę te konieczne można policzyć na palcach jednej ręki . Do samej pracy nic nie mam zarabiasz kasę na żarcie , opłacenie stancji czy czegokolwiek- to coś jak zdobywanie pożywienia przez pierwotnego człowieka, a i on miał gorzej, bo musiał więcej czasu na to poświęcić. Coś za coś w tym wypadku dostajesz pieniądze za swój czas i pracę i możesz je zamienić na co chcesz, całkiem dobry układ, ale co z wolnością? Również ten aspekt można przekminić, ja to widzę tak, że dopóki nie muszę pracować non stop i dopóki nie mieszam pracy do życia prywatnego jestem nadal wolny. Praca nie może stać się moim życiem, dlatego uważam że trzeba dążyć do coraz większej kasy z coraz mniejszych godzin pracy. Nie myślę też że stabilna praca powinna być szczytem moich marzeń nie musi być stabilna ma mi pozwolić zarobić tyle żebym miał czas na swobodne ogarnięcie następnej, a wcale nie czuję potrzeby posiadania jakiegoś wielkiego bogactwa więc nie powinno być trudno. Niektórzy mogą powiedzieć, że dzięki ciężkiej pracy wielu ludzi sięga wolności na przykład emeryci oni są przecież wolni mogą wyjechać kiedy chcą, nie pracują, a dostają hajsy, większość ma własne domy -tylko kurwa za jaką cenę? Pierdole taką wolność za którą muszę zapłacić całym życiem.

A co z wolnością moralną czy brak zasad jest wolnością? Chyba nie o to chodzi, przynajmniej mi się zdaję że trzeba przekminić własne zasady, bo człowiek nieposiadający żadnych zasad jest gównem. Ale czy na prawdę jesteśmy wolni w tworzeniu własnych zasad? Przecież wpływają na nas różne czynniki kulturalne i społeczne. Większość ludzi zgadza się z zasadami gloryfikowanymi przez kulturę w której się wychowali, jednocześnie nie wszyscy je przestrzegają, kiedy nikt nie patrzy mają wyjebane, a jeszcze inni trzymają się tych kanonów nawet nie zastanawiając się co się za nimi kryje. Sam nie wiem którzy są gorsi. A właśnie chyba na tym polu człowiek ma największe pole do popisu, bo nikt nie może zabrać ci z głowy tego co sam sobie tam nakładłeś i do tego tworzenie własnych wartości nie jest takie trudne trzeba tylko czytać, obserwować i umieć wyciągać wnioski.  Ciekawe dlaczego z aspektu o największym potencjale swobody korzysta tak niewielu ludzi. Ignorancja to grzech, a głupota często idzie w parze z ignorancją i jedno drugie napędza. Wolność myślenia niektórych boli.

Mamy jeszcze prawo które nas ogranicza, co jest dosyć zabawne, bo prawo ma gwarantować nam wolność ,a jednocześnie zabiera nam ją, więc jak to jest wolność to chaos i anarchia czy mamy po prostu głupie prawo? Nie wiem jak inni, ale ja jednak uważam, że prawo jest tworzone przez idiotów, nie było by problemu gdyby stosowali podstawową zasadę którą sam wyznaję “nie czyń drugiemu co tobie nie miłe, bo możesz dostać plombę” jak robisz przypał to licz się z konsekwencjami, w myśl tej zasady nie powinni mnie ścigać za palenie, bo nikomu tym krzywdy nie robię powinni tez przywrócić prawo do oficjalnych pojedynków dzięki temu jak ktoś cię wkurwia to można to bez problemu załatwić. Ale wracając do tematu myślę że anarchia i chaos nie są esencją wolności. W puste miejsca po prawie i zasadach powstaną nowe, bo natura nie lubi pustki, a my podlegamy jej prawom w ten czy inny sposób. Anarchia mogła by być drogą do powstania nowego prawa  nie regulującego wolność na tak ogromnym polu jak dzisiaj, myślę że nie potrzebowalibyśmy jakiegoś długiego okresu chaosu żeby od nowa budować prawo. Ludzkość wypróbowała już dość wiele kodeksów i z ich błędów i sukcesów można wyciągnąć wnioski, potrzeba tylko jakiś ogarniętych ludzi którzy to złożą w całość. Problem jest tylko tego rodzaju, że zawsze jakiemuś nieogarowi będzie czegoś za mało albo oburzy się, że zmuszają go do ogarnięcia czegoś we własnym zakresie, ale aspekt tworzenia prawa jest ściśle związany z ustrojem, a to już temat na inny wpis.

Chyba tyle chciałem napisać jak coś to komentujcie liczę na uwagi i chętnie poznam spojrzenie innych na” WOLNOŚĆ” i jej miejsce w sferach życia nieopisanych przeze mnie. Można jeszcze na koniec powiedzieć, że każdy z nas dzików stara się w jakiś sposób dojść do tej wymarzonej wolności. Bo jeśli nawet rodzimy się wolni to nie do końca i z biegiem czasu coraz więcej ludzi chce nas zamknąć w klatce.

Opublikowano Uncategorized | 2 komentarzy

sraka

Dziwne, mam bardzo dziwne uczucie jakbym przez kilka ostatnich lat “spał”, albo przebywał w jakimś stanie pojebanego pół snu i dopiero niedawno się obudził. Odnosząc się do tego to nie była nagła pobudka, “budziłem się” tak jakby stopniami i o dziwo te stopnie to nie tylko kolejne zimne kubły wylane na głowę. Oczywiście w większej części były to owe kubły, ale też miłe niespodzianki i stanowcze potwierdzania rzeczy, które dla mnie były nie do końca pewne, choć odnoszę wrażenie, iż powinny. Po “obudzeniu się” wiele rzeczy do mnie dotarło, już nie widzę wokół tylko gówna, teraz widzę gówno różnojakie, to naprawdę zaskakujące, ale nawet gówno gównu potrafi być nie równe. Abstrahując do tego chyba ostatnio wpadłem w głębokie szambo skryte pod taflą rzadkiej sraki, miałem dużo szczęścia, że się ocknąłem, bo bym po jakimś czasie sięgnął dna, a z dna dołu gnilnego nie tak łatwo się wydostać. To co zobaczyłem gdy wynurzyłem głowę ponad taflę szamba i otworzyłem szeroko oczy, naprawdę bardzo mi się nie spodobało, za wiele rzeczy sam bym sobie chętnie wjebał garści, o innych nie wspominając. Dostrzegam może nie tyle więcej rzeczy co wcześniej lecz na pewno widzę je wyraźniej. Natomiast zaczęła mnie trochę przerażać inna rzecz którą sobie uświadomiłem – a co jeśli się do końca nie obudziłem?

Opublikowano Narzekanie, Pierdoły, Rozkminy, Uncategorized | Otagowano , , , , | 3 komentarzy

Normy

Normy NORMY  N O R M Y. Wszędzie kurwa te normy. To jest normalne, tamto już nie, tak można robić a tak już nie, to jeszcze jest ok a tamto już jest passé. Rzygam tymi normami, skurwysyny najchętniej upakowali by w ramki każdy najmniejszy aspekt ludzkiej egzystencji.

Co gorsza ludzię się na to łapią, kupują bezkrytycznie podsuwane gotowe algorytmy i poruszają się po życiowej szachownicy jak po polu minowym, ważą każdy kolejny krok byle nie wejść ani na moment na grząski i niebezpieczny grunt indywidualizmu czy co często idzie z indywidualizmem w parze – kontrowersyjności. Boją się surowej oceny otoczenia jak i boją się głośno wyrazić własną surową ocenę otaczającego świata, boją się krytyki i boją się krytykować, boją się nieprzychylnych spojrzeń na chodnikach i boją się takież same rzucać naprzeciw innym.

W ten sposób pętla się zaciska.

To samo w sobie nie jest takie przerażające, nie każdy jest stworzony do  eksponowania własnego zdania i przyjmowania na siebie kamieni rzucanych z tłumu, nie każdy ma dość siły by nieść taki ciężar i to jest jak najbardziej naturalne i w porządku, lepiej być SOBĄ nawet jeśli to JA jest szare i niewyraźne.

Tutaj zahaczamy o kolejny problem – usilnie wykreowanych pseudoawangardowych WOLNYCH I PIERDOLĄCYCH KONWENANSE pozerów, offowe dzieci i resztę karmiących tym klimatem swoje ego bękartów dzisiejszej kultury alternatywnej chełpiących się swoją indywidualnością i kontrowersyjnością, nienawidzących mainstreamu i komercji. Skurwysyny nie dostrzegają ( nie chcą dostrzec ? ) że są tylko lustrzanym odbiciem tej samej sterty gówna przeciwko której głoszą rewolucję i działają na zupełnie podobnych schematach myślowych. Pierdolę ich dziwne ciuchy i fryzury, wolność nośmy w głowie nie na głowie i tego się trzymam, wbrew pozorom nie jestem przeciwnikiem awangardowego image’u ale moim zdaniem wszystkie udziwnienia i ozdoby są huja warte jeśli nie posiadają jakiegoś prawdziwego znaczenia dla ich posiadacza, nie reprezentują go lub jego przekonań w jakiś sposób.

Odbiegłem trochę od tematu, już wracam. Jak już wspomniałem nie przeszkadzają mi codzienni szarzy ludzie jeśli jest to ich prawdziwa natura, ja sam nie wyróżniam się na codzień przesadnie z tłumu, przynajmniej dopóki nie zacznę mówić. O wiele bardziej martwi mnie upadek mentalnej wolności i indywidualizmu. Ludzie nie tylko nie mają odwagi wyrazić swoich poglądów, oni ich po prostu NIE MAJĄ. Problem nie leży w tym że nie potrafią wyrazić siebie, często nie mają co wyrażać bo samych siebie już dawno zgubili po drodze lub sprzedali w imię pieniędzy, kariery, relacji towarzyskich czy innych farmazonów. Dbanie o swoją wolność i indywidualność sporo kosztuje – jesteś jak wyłączony telefon, często obok tego wszystkiego, wiele drzwi jest dla ciebie zamkniętych, musisz nauczyć się rezygnować z niektórych rzeczy w zamian za inne pozornie mniej warte, mało osób się na to decyduje zwłaszcza przy dzisiejszym stopniu skurwienia społeczeństwa gdzie ważniejszym jest mieć niż być.

Nie każdy musi toczyć otwartą wojnę ze schematami, nie każdy i nie w każdej sytuacji może sobie na to pozwolić ale gdzie się podziała mentalna partyzantka? Gdzie są przerdzewiałe trybiki w tej maszynie, gdzie cichy sabotaż zaszufladkowanego społeczeństwa? Nie potępiam w żaden sposób ludzi którzy przybierają maski i grają bezbłędnie swoją rolę zachowując niekiedy swoje zdanie dla siebie, to bywa niezbędne, ważne jest to co każdy nosi w sobie. Sam czasem tak robię i nie czuję się z tego powodu nie w porządku, często nie ma sensu stawać do nierównej walki ze światem, zresztą nie obchodzi mnie to szczerze mówiąc, nie potrzebuję się wciągać w wojny, urodzeni idioci zdechną idiotami, a mój dystans ułatwia zachowanie mentalnej autonomii, to co mnie tutaj najbardziej boli to jej totalny brak u większości ludzi. Oni nie ubierają wygodnych masek na niektóre okazje jak ja to robię, te maski stały się ich nowymi twarzami, wyżarły im oczy, uszy i mózgi. Gówno warte społeczeństwo stało się fabryką pustych ludzi którzy zakładają zjebane rodziny i fabrykują kolejne wadliwe już na starcie pokolenia wychowując je w duchu mentalnego poddaństwa modom i woli tłumu oraz w kulcie konsumpcjonizmu. Świat do reklamacji.

Coś z muzyki na koniec.

CZEKAMY NA NOWĄ PŁYTĘ EHG !

Opublikowano Rozkminy | 3 komentarzy

Deftones- muzyka obrazów

Witam, w tymże skromnym artykule chciałbym wspomnieć o fenomenie zespołu Deftones, jednego z najważniejszych dla mnie zespołów- czy to w kształtowaniu muzycznej wrażliwości, spojrzenia na rzeczywistość czy po prostu dawaniu estetycznej przyjemności.

***
Kapeli miłosnikom brzmień rockowych raczej przedstawiać nie trzeba- kalifornijski kolektyw grający “alternatywny metal” czy jak tam to kurwa zwać, od wielu lat śrubujący pozycje na światowej scenie.

***
Otóż co jest takiego niezwykłego w tych panach, że postanowiłem poświęcić im artykuł? Ostatnio nie mogę się oderwać od ich dyskografii- tam nie ma słabych momentów. Czy są to ciężkie, psychodeliczne kawałki jak “Bored”, czy są to przestrzenne kompozycje z antymelodyjnymi wokalami jak “Hexagram”, praktycznie każdy kawałek mnie rozkłada. Czy jest to mistrzostwo w aranżu wokalnym, czy pozornie totalnie bezsensowny zlepek wykrzyczanych słów- głośniki zawsze drżą w posadach od ładunku ekspresji, dźwięk zawsze wypełnia pomieszczenie i twoją głowę.
Deftones jako jeden z niewielu zespołych potrafi grać kawałki… seksowne? Nie popadając w dziwaczny kicz jak The cure czy też w zwyczajne pedalstwo jak połowa wielkiej brytanii. Kolesie są w zasadzie dość prostymi rockmanami z pomysłem na swoją twórczość- to słychać i widać, pomysł mają bardzo konkretny i forma na pewno nie uwłacza ich męskości, tak zrobić potrafią już dzisiaj nieliczni.


Przy całej zmysłowości i zwiewności muzyki nie ma równocześnie mowy o jakimś koniunkturalnym zmiękczaniu brzmienia- najnowsza płyta ma kawałki zarówno najcięższe jakie nagrali w swojej karierze, jak i najlżejsze, zróżnicowanie dźwięków powala. Bez zbędnego medialnego pompowania, zawsze dość ascetycznie, zawsze dostarczają coś niesamowitego. W obliczu wielkiej tragedii- praktycznie utraty basisty, odrodzili się silni jak nigdy- co słychać, mimo utraty pewnego luzu, to jest nadal najwyższy swiatowy poziom i wulkan energii, który rozsadza sceny na całym świecie.
W każdej chwili, w każdym stanie umysłowym i emocjonalnym zdają się pasować do mojej sytuacji i ją uzupełniać, przyjemność sprawia mi odkrycie każdego nowego dźwięku, sampla, przejścia czy nerwowego oddechu, jest to muzyka tak bardzo pełna emocji że ostatnimi czasy praktycznie nic nie przechodzi mi przez filtry uszne. Nic oprócz Deftones.

***
Nie jest to muzyka, w której należy doszukiwać się jakiegoś konkretnego, jasnego przesłania, prostej prawdy czy drogi. Oni nie nauczają, nie dają kierunkowskazów- to jest zespół, który niezależnie od kondycji muzyki na swiecie zawsze będzie na swoim miejscu bo gra obok innych. Teksty są obrazowe, nie opowiadają konkretnych historii, są jak wydarte kadry z ogromnego, barwnego, psychodelicznego filmu.

***
Ostrzegam przed nocną jazdą samochodem i słuchaniem “Be quiet and drive”- można wyjechać i już nigdy,

Nie wrócić do domu.

Opublikowano Dzika Muzyka, Pierdoły | 1 komentarz

Muzyka Wkurwem Natchniona

Na dobry początek i aby wprowadzić w tenże wkurwiony klimat tego wpisu.

Teza jest w gruncie rzeczy prosta- dlaczego tak mało mamy obecnie takiej wkurwionej muzyki, pełnej zaangażowania, nienawiści? Zespoły zamiast rozpierdalać- stoją w miejscu, pierdolą w wywiadach że teraz jest ciężko się przeciwko czemukolwiek postawić, zbuntować, że bycie wkurwionym jest niedojrzałe- delikatnie mówiąc, uważam że to gówno prawda. Oczywiście mamy tabuny zespołów punkowych, hard core’owych, która owszem są wkurwione, ale często w jakiś taki wsiurski, wręcz nachalnie bezpośredni sposób.

Tak wiem, wybrzydzam, ale na prawdę brakuje mi ostatnimi czasy jakiegoś staroszkolnego, muzycznego skopania dupy, gdzie idziesz na koncert, patrzysz w oczy wokaliście i wiesz że chociaż kurwa wygląda jakby najchętniej przyjebał ci z bani to w decydującej chwili nie obróci się na pięcie i nie zamknie w swoim małym, ciasnym przybytku skomplikowania i lirycznych zawiłości.

Kolejne płyty moich ulubionych wykonawców mnie zawodzą- Crowbar już nie przytłacza jak kiedyś, BLS zamula, COC zaczął grać punka (o zgrozo), Yawning Man chociaż nigdy wkurwiony nie był, teraz zamiast uspokajać zanudza na śmierć. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność ale to nie ma sensu- generalnie przyszłość nie rysuje się specjalnie różowo. Kapele metalowe brną w jakieś kurwa coraz nudniejsze, wypucowane technicznie granie- gdzie jest do chuja taki zespół jak Helmet? Gdzie jest death’n'roll- czemu nikt tego kurwa nie gra, przecież to nierealnie nośny gatunek- podejrzewam że po prostu target mieli nie ten.

Jedyne słuszne wyjście to uczyć się na błędach innych i samemu zasiać niczym nieskrępowany, szaleńczy rozkurw, który przejedzie jak czołg po umysłach maluczkich. Brzmi debilnie ale kurwa to jest ENERGIA SZTUKI do chuja!

Naczytałem się i nasłuchałem ton pieprzenia o tym jakie to Polskie realia są niewdzięczne, jak to publika nie słucha, się nie bawi itd itp. A powiem, gówno prawda- po prostu kurwa kapele boją się być bezpretensjonalnymi- w tym całym zjebanym rozróżnianiu co jest mądre a co nie zagubiła się szczera chęć do pokazania paru skurwysynom jak powinno się grać i co się powinno mówić do ludzi. A mówić się powinno i to dużo i zdecydowanie- bez jebanej protekcjonalności, bez patosu- rock to poezja ulicy (elo elo SLU) i w takiej formie brzmi najlepiej i najszczerzej. Przeciwko mentalnemu sofciarstwu powołałem hasło- Muzyka Wkurwem Natchniona i na pewno coś z tym jeszcze zadziałam. Bo zarówno ja jak i Liga jesteśmy natchnionymi wkurwem dżentelmenami i nie mamy zamiaru oszczędzać nikomu nawet grama jadu- niech żrą, skurwysyny!

Chciałem w tym momencie zarzucić czymś dla kontrastu, ale jako że nic mi nie przychodzi do głowy a szukać mi się nie chce to szczerze to pierdolę.

Niech mnie coś powali w końcu bo przerzucę się na trip hop!!!

Żebym nie był gołosłowny- Cerber już niedługo znajdzie ujście moim słowom i sami sobie zweryfikujecie czy faktycznie jestem taki pojebany czy tylko udaję. Już niedługo, kurwaaa!!!

Opublikowano Dzika Muzyka, Rozkminy | 3 komentarzy

Ochrona przyrody kolejne farmazony?

Zacznijmy od tego, że od małego miałem słabość do dzikiej głuszy, jako dwunastoletni szczyl marzyłem o samotnych wyprawach w dziewicze tereny lasów tropikalnych w poszukiwaniu nowych gatunków zwierząt czy roślin – filmy przyrodnicze i David Attenborough zrobiły swoje, mistycyzm i romantyzm dzikich zakątków kuli ziemskiej przyciągały jak magnes. Z biegiem czasu kiedy dotarł do nas internet i różnorakie wieści o katastrofach ekologicznych, wycinkach lasów tropikalnych, ginących gatunkach, mnie trafił szlag i im więcej takich wieści do mnie docierało tym większą czułem nienawiść. Zapytacie do kogo ta nienawiść była skierowana, a no do nikogo innego jak do całej ludzkości-pierdolone pasożyty(z biegiem czasu i z wielu innych powodów tylko się pogłębiła, ale to inna bajka). Tak stałem się “obrońcą przyrody”, jak ktoś przy mnie śmiecił to go ostro opierdalałem, niejednokrotnie z chęcią przyjebania brudasowi, często ludzie brali mnie za niezłego psychopatę. W sumie to mieli ku temu powody, właśnie w tamtym czasie zacząłem się zastanawiać jak wyeliminować cały gatunek homo sapiens, od podjęcia tego za mój życiowy cel powstrzymało mnie tylko to, że się nie da. Żaden wirus, bomba czy ludobójstwa nie wypalą tego ścierwa do cna. Na takich i innych schizach zleciało mi liceum i przyszedł czas na studia. Zdawałem geografię i biologię z dwojga złego poszedłem na biologię, przemęczyłem rok, ale to wystarczyło, żeby ukazać mi prawdę o filmach przyrodniczych, o ochronie przyrody i odrzeć naturę z całego mistycyzmu który w niej widziałem(przy okazji dowiedziałem się, że chuj ze mnie,a nie naukowiec).

Przejdźmy teraz do sedna sprawy “Czy ochrona przyrody to farmazony?” w tej chwili sam nie jestem już w stanie tego  jednoznacznie określić. Z jednej strony gdyby nie parki narodowe, pomniki przyrody i inne formy ochrony środowiska naturalnego możliwe, że nie mielibyśmy czego dzisiaj podziwiać, gdzie jeździć na wycieczki, nie było by czemu robić zdjęć. Można dodać do tego różnego rodzaju normy i przepisy regulujące wydalanie spalin, przechowywanie odpadów z fabryk, oczyszczalnie ścieków, filtry na kominach, zakaz używania farb ołowiowych, wycofanie DTT itp. Wszytko dla ochrony przyrody, ale czy na pewno?

Nie przyszło nikomu do głowy, że to wszystko robione jest dla ludzkiej wygody? Dla jednych oszukiwanie własnego sumienia, dla innych sposób na zarobienie hajsów, jeszcze inni lansują się dzięki temu. Wkurwiające jest takie myślenie.
-Segreguję śmieci staram się chronić środowisko, chuj że oni to i tak wszystko wpierdalają na jedną kupkę.
-Mam nowe zajebiste w pełni szczelne szambo nic nie przecieka, chuj że wylewam z niego gówno na pole sąsiada to nie moje pole.
-Weszły również nowe wykurwiste unijne przepisy o zwrotach opakowań po szkodliwych dla środowiska produktach, można je zwracać w miejscu zakupu, chuj z tego, że nie ma komu ich egzekwować, a nawet jak przyjmą owe opakowania to wypierdolą je do najbliższego kosza.
-Popierdolę trochę smutów o ochronie środowiska na pewno zwiększy to moje poparcie w wyborach.

Co by się działo gdyby ochrona środowiska nigdy nie istniała i wszyscy mieliby totalnie na to wyjebane? Jak to co,ludzie też zdychali od zanieczyszczeń, więc nie mogli mieć na to wyjebane i bezkarnie wykurwiać wszystko do atmosfery i wód powierzchniowych. Skażenie i zniszczenie środowiska jak i też same toksyny pochodzące z zanieczyszczeń wyeliminowały by ludzkość skuteczniej niż jakakolwiek inna katastrofa. Ludzie to straszni egoiści i nikt temu nie zaprzeczy. Większości wcale nie obchodzi los dzikich zwierząt i ich środowiska naturalnego, jedyne zwierzęta jakie są im potrzebne to świnie, bydło, psy i inne które są bezpośrednio wykorzystywane, jeżeli nie do jedzenia to do zabawy.
Same hasło ekologia jest rozpierdalające nie dość, że jest źle rozumiane i nadużywane przez większość społeczeństwa to nabija kabzę politykom, korporacjom i innym oszustom. Dajmy na to limity na wydzielanie “gazów cieplarnianych” do atmosfery nałożone przez unię, przecież to istna kpina, energia atomowa wcale nie jest taka czysta, odpady pochodzące z owych elektrowni są o wiele groźniejsze od gazów uchodzących z komina elektrociepłowni, ale dzięki temu, że we Francji 80% energii elektrycznej pochodzi z elektrowni atomowych może ona sprzedawać swoje limity dla innych krajów. I TO ma służyć ochronie środowiska naszej planety? Ale skoro UE uznało ślimaka za rybę lądową to nie mamy się czemu dziwić. Dochodzi do tego wszystkiego wycinka lasów tropikalnych w Ameryce Południowej i lasów tajgi w Kanadzie oraz Rosji. Wycieki z platform wiertniczych i tankowców niszczą całe wybrzeża. Masa ludzi wypierdala śmieci do lasu i do rowów. Czy ktoś się tym przejmuje? A jeśli nawet to czy ma możliwość zrobienia czegoś z tym?

Myślę, że Ochrona środowiska to wielka pizda i jej założenia znacznie odbiegają od naszej rzeczywistości.Jednak nie gniotę się już z tego powodu ziemia nie raz już była totalnie zdewastowana, a życie zawsze potrafiło przetrwać. Ludzie też w końcu przeminą, jak sami się nie rozpierdolą to coś innego ich rozjebie to tylko kwestia czasu. Ja nie dożyję tego na 99,9999999%, więc mam wyjebane. Nie śmiecę w lesie ani nic z tych rzeczy, ale nie będę jakoś znacznie utrudniał sobie życia z powodu “ochrony środowiska”. Dziś mam wyjebane.

Opublikowano Narzekanie, Pierdoły, Rozkminy, Teksty, Uncategorized | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Ja żyję w tym mieście

Siema, po dłuższej przerwie w końcu powracamy na pełnej zdziczałej kurwie do pisania narzekań i rozkmin- zaczynam ja jako zobowiązany poprzez bycie ojcem założycielem Dziczy. O czym chciałbym dzisiaj pokminić? Ano pokminić o tym jak funkcjonują i jak wyglądają polskie miasta, bo rzecz jest warta rozważenia.

Zacznijmy od jednej podstawowej kwestii- miasta nasze w zdecydowanej większości są po prostu kurwa brzydkie. Wyglądają czasem trochę jak gówna, w które ktoś powtykał świeczki urodzinowe- szare śmierdzące tło, na które ktoś napaćkał trzy tony plakatów (szczególnie ostatnio tych świń wyborczych), reklam, jakichś pseudo wesolutkich, chaotycznych, idiotycznie pomalowanych bloków. Weźmy na przykład taki Olsztyn, dobra są jeziora, lasy i jest wyjebiście, ale jakby ich nie było? To co by zostało? Kawały kloców i nudne, identyczne uliczki ze starówką, na której może ze trzy budynki są relatywnie stare.

Żeby nie było tak że chuj i mogiła- w dużym stopniu winny jest poprzedni ustrój, który jak wiadomo miał na celu sprowadzenie wszystko do jednego poziomu i minie szmat czasu, zanim się z tego jakoś względnie wygrzebiemy. ALE! Widzieliście kurwa jak oni malują te pieprzone bloki? W jakieś jebane różowe kwadraty, w dodatku każdy inaczej i tak żeby jak najbardziej nie pasował do reszty- co do chuja ja się pytam? Panowie projektanci- odłóżcie psychodeliki.

Zaraz ktoś zacznie pierdolić- ale żeby tak było weselej i kolorowo. Ej no dobra, ale nie każdego losowy dobór oczojebnych kolorów cieszy- mnie wręcz przeciwnie, zdecydowanie lepszy nastrój mam wśród stonowanych, acz nasyconych barw- chociażby beż z brązem. Tak tak drodzy czytelnicy, Dziki też posiadają coś takiego jak zmysł artystyczny!

Rzućmy okiem na nowoczesne budownictwo. Dzieli się ono z grubsza na trzy kategorie- nowoczesny, przeszklony chłam dla japiszonów i “ludzi kariery”, duże i budżetowe kloce z betonu oraz budownictwo “awangardowe”. O ile pierwsze dwie są relatywnie okropne, to ostatnia jeszcze daje radę- zawsze to coś nowego i ciekawego. Dziwi mnie też to, jak bardzo Polacy wstrzymują się od jakichkolwiek udziwnień- na przykład, zbudować sobie chatę z drewna. Na zachodzie szał- ekologiczne, cieplejsze w zimę, w lato chłodniejsze, ładniejsze, atmosfera lepsza, a u nas jak nakurwiają chaty z tych pustaków, tak będą nakurwiali po wsze czasy, powiadam. Dziwne.

Ale dość już o wyglądzie- ponarzekajmy na funkcjonowanie. Korki, totalne kalectwo w dziedzinie wygodnego ruchu drogowego to już standard i żal o tym gadać- wszak mamy pokolenie drogowców, którzy więcej chleją wódy niż wody, więc nie ma się czemu dziwić specjalnie, jednak czas najwyższy żeby ktoś to ruszył jakoś kurwa u podstaw.

Generalnie wkurwia mnie takie nachalne “tworzenie sztuki” z miasta. Owszem, typowa “sztuka ulicy” czyli graffiti itd. jak najbardziej ma rację bytu, ale denerwują mnie jakieś “oddziaływujące na świadomość obywatela” skurwiałe happeningi, gdzie kolo rozwala arbuz na łbie drugiego i nazywa to metaforą ruchania kozy. Dlaczego wszędzie są ludzie, którzy żyją w przeświadczeniu, że wszystkich trzeba w czymś uświadamiać i każda najmniejsza bzdura ma co najmniej trzy głębsze dna? Nie wiem, ale jak spokojnie sobie spaceruję to nie mam ochoty żeby mi się ktoś wpieprzał ze swoim uświadamianiem w moją prywatną przestrzeń.

Nie potrafię zrozumieć również jednej jebanej rzeczy. Dlaczego KURWA w 99% miast, rozwój=budowanie większej ilości budynków? A gdzie rozwój społeczny, kulturowy, mentalny? Już tyle wspaniałych miejscówek zamurowali mi jakimiś gównami, że zaczynam poważnie myśleć o kupnie C4 i wypierdoleniu tego wszystkiego w kosmos. Ale zobaczycie chuje- natura się zresetuje, ześle wam kurwa na te piękne centra handlowe, galerie, baseny, hotele pierdolone deszcze siarki i wszystko pójdzie w pizdu, jakem Dzik!

Ale żeby nie było tak gorzko- niektóre miejsca na prawdę mają zajebisty urok, logiczny układ i są faktycznie przyjemne do życia w nich- chociażby taki banalny przykład jak gdańska starówka (chociaż i tak sklepów musieli nawpierdalać) czy też olsztyńskie Kortowo.

Tak czy srak postępujemy ku coraz większej degradacji. Też mi kurwa zaskoczenie.

Macie coś na zakończenie od największego wielbiciela ziemianek:

AHOJ KURWA WIKINGOWIE! W DRAKARY I ROZPIERDALAMY TE KLOCE! AAAAAAAAAAAARRRRRRRRRRGGGGGGGHHHHHHHHHHHHH

Opublikowano Narzekanie, Rozkminy | 5 komentarzy